Usability jest dla technofobów
Usability jest dla technofobów
Takie oto stwierdzenie pada w sieci coraz częściej. W opinii sporej liczby ludzi urządzenia proste w obsłudze są urządzeniami o małej funkcjonalności, a co za tym idzie, przeznaczonymi dla technofobów. Poziom trudności i skomplikowania w obsłudze okazuje się być wyznacznikiem tego jak zaawansowane funkcje są zaimplementowane w danym urządzeniu.
Jak widać na załączonym obrazku społeczeństwo wciąż nie jest przyzwyczajone do tego, że to technologia powinna się dostosowywać do ludzi, a nie ludzie do technologii. Dziesiątki lat konstrukcji, których używanie było nierzadko trudne i uciążliwe pozostawiło wyraźny ślad w psychice społeczeństwa i stosunkowo krótko trwający postęp w dziedzinie usability nie był w stanie jak na razie tego zmienić.
Nadal w mniemaniu większości opanowanie obsługi urządzenia po tygodniach nauki świadczy o wysoko rozwiniętych umiejętnościach technicznych i oczywiście wysokim poziomie inteligencji, podczas gdy osoby stawiające na prostotę i przyjazną obsługę uważane są za zacofane i nie idą z duchem czasu. Tymczasem ironicznie to właśnie one ukierunkowują korporacje na nowe myślenie i wyznaczają trendy produkcji urządzeń przyszłości - przyjemnych w użyciu.
Pierwsze przedsiębiorstwa, które zdecydowały się wydać pieniądze na badania usability odniosły spory sukces, choć tak naprawdę niewiele który użytkownik był w stanie określić dokładnie dlaczego zdecydował się na wybór rozwiązania konkretnej firmy. Ot „lepiej się z nim obcuje niż z rozwiązaniami konkurencji”. I właśnie to „lepsze obcowanie” (choć naturalnie nie tylko ono) zapewniło firmom Amazon, Dell czy Apple pozycję lidera w swoich branżach.
Dziś daje się zauważyć, że coraz więcej firm idzie w ślady przetarte przez prekursorów użyteczności, widząc w niej przyszłość, szanse pozyskania i przede wszystkim utrzymania klienta. Początkowa obawa przed ponoszeniem kosztów, które nie przyniosą krótkookresowych korzyści została zminimalizowana przez namacalne przykłady, że „to działa!”.
Nagle okazało się, że zadowolenie klientów urosło do tego stopnia, że stali się oni stałymi klientami firmy i zaczęli polecać ją swoim znajomym. Uzyskano stosunkowo niewielkimi nakładami dwa najbardziej pożądane w biznesie efekty – wierności marce i ustnej reklamy.
Zapewne minie jeszcze sporo czasu zanim społeczeństwo da się przekonać, że coś może być funkcjonalne i jednocześnie użyteczne. Do tego czasu trwać będzie okres zwiększenia liczebności technofobów w społeczności „elity technicznej”. Nie ma wątpliwości, że w końcu i ona da się przekonać do przełknięcia dumy i używania rozwiązań, z obsługą których radzi sobie przeciętny Kowalski. Zawsze jednak znajdą się osobniki, które na przekór wszystkiemu wybierać będą to co trudne i skomplikowane.
Ale czyż nie od dawna wiadomo, że geniusz tkwi w prostocie?